wtorek, 30 października 2012

No i po Sandy...

Przed weekendem dowiedzieliśmy się o nadchodzącym huraganie Sandy, który miał uderzyć we wschodnie wybrzeże Stanów pomiędzy DC, a Bostonem. Przygotowania do nadejścia Sandy rozpoczęły się już w piątek, kiedy to wielu pracowników dowiedziało się, iż w poniedziałek i wtorek najprawdopodobniej będą dniami wolnymi, podczas których najlepiej nie wychodzić z domu. Oglądając TV, z każdą godziną pojawiały się nowe informacje - niestety coraz bardziej niepokojące - które miały na celu zmobilizowanie ludzi na zagrożonych terenach do jak najlepszego przygotowania się na nadchodzące dni.

Zakupy

Podczas huraganu ogromnym problemem miały okazać się przerwy w dostępie do prądu. Nic dziwnego, iż w sobotę wieczorem, w pobliskim sklepie Giant, kolejki były niewyobrażalne. Jadąc tam planowaliśmy kupić tylko kilka najpotrzebniejszych produktów, niestety ulegliśmy presji otoczenia wychodząc ze sklepu z pełnym koszykiem i sporymi zapasami wody - której z każdą minutą ubywało na półkach. Oprócz wody, ludzie kupowali ogromne ilości suchego prowiantu, a także baterii, latarek oraz świeczek. Wszystko po to, aby być dobrze przygotowanym na najgorsze. Nie trzeba chyba dodawać jak długo czekaliśmy w kolejce do kasy, pierwszy raz jednak nie mieliśmy o to pretensji...

Zachowanie władz i mediów

Gdy już przenieśliśmy do domu wszystko z balkonu oraz zaparkowaliśmy auto na podziemnym parkingu - nikogo nie dziwił fakt, iż w ciągu kilku godzin wszystkie miejsca szybko się zapełniły - mogliśmy spokojnie rozsiąść się przed TV śledząc serwisy informacyjne. Media zareagowały na huragan natychmiastowo, sytuacja nieustannie się zmieniała, a wszyscy chcieli przekazać jak najwięcej potrzebnych informacji. Pozytywnym zaskoczeniem dla nas było zachowanie Prezydenta, który według naszej opinii zyskał sobie dzięki Sandy wiele dodatkowych głosów. Obama natychmiast  zrezygnował ze wszystkich swoich spotkań i wieców i wrócił do Białego Domu skąd ogłosił stan wyjątkowy na wschodnim wybrzeżu, który oznacza, iż wszystkie federalne siły muszą włączyć się do pomocy poszkodowanym - oczywiście korzystając przy tym z federalnych funduszy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż jego konkurent w walce o stołek prezydencki - Mitt Romney, zanim jeszcze było wiadomo o nadchodzącym huraganie, głosił w swoich postulatach wyborczych, iż w razie klęsk żywiołowych, pomoc ludziom powinna być oferowana nie przez państwowe urzędy, a lokalne jednostki, co nie zostało przyjęte z dużą radością...

Ogromnym zaskoczeniem było dla nas szybkie reagowanie władz miasta - wiedząc, iż prawodopodobnie duża część DC będzie odcięta od prądu, jeszcze przed przyjściem Sandy w bardzo wielu miejscach na drogach postawiano dodatkowe znaki "STOP-u", które pozwalają dziś, w dniu bez prądu na dużo bezpieczniejszą jazdę po ulicach.

Zarobić można zawsze...

Pomysłowości nie można odmówić taksówkarzom, którzy za przewiezienie kogoś wczoraj w DC życzyli sobie dodatkowe $15 od każdej osoby... Korzystali oni z faktu, iż od poniedziałku rano nie działała komunikacja miejska (ani metro, ani autobusy).

Zachmurzone niebo nad McLean. Na zdjęciu autostrada, która dziś wyjątkowo świeciła pustkami.

Większość ulic, szczególnie od rana wyglądała właśnie tak lub gorzej...

Brak prądu dotknął mieszkańców większej części DC. Całe szczęście ludzie wykazują się dużą kulturą i na drodze nie ma problemów z poruszaniem się.

poniedziałek, 22 października 2012

Arlington National Cemetery

Będąc w Waszyngtonie, niezwykle istotnym punktem na mapie miejsc obowiązkowych do zwiedzenia, jest jeden z najpopularniejszych (drugi pod względem wielkości) cmentarzy w całych Stanach - Arlington National Cemetery. Już od czasów wojny secesyjnej na terenie blisko 250 ha ziemi chowa się tu jedne z najważniejszych osobistości amerykańskich sił zbrojnych. Weterani, którzy zostali tu  pogrzebani, brali udział w najważniejszych wojnach - począwszy od rewolucji amerykańskiej,  na zbrojeniach w Iraku i Afganistanie kończąc. Oprócz żołnierzy oraz najważniejszych polityków, pochowane są tam też ich najbliższe rodziny.



Cmentarz ten jest tak duży, iż praktycznie niemożliwym jest przejście całego tylko podczas jednej wizyty... Codziennie przybywają tu tysiące turystów z całego świata i nikogo nie dziwią liczne autokary podjeżdżające na parkingi. Ci którzy przyjeżdżają tu pierwszy raz, swoją podróż powinni rozpocząć od odwiedzenia punktu informacji turystycznej, gdzie za darmo wydawane są mapy, znacznie ułatwiające poruszanie się po cmentarzu. 

        Jeżeli z góry zakładamy, iż nie mamy siły lub ochoty zwiedzać cmentarza na pieszo, zawsze można skorzystać z płatnego autobusu, który zatrzymuje się przy najważniejszych miejscach.

Spacerując po Arlington National Cemetery należy pamiętać, iż pomimo całej turystycznej otoczki, jest to miejsce spoczynku setek tysięcy osób, dlatego też, tak ważne jest odpowiednie zachowywanie się oraz okazywanie odpowiedniego szacunku. 


Na cmentarzu tym, pochowane są jedne z najznamienitszych głów USA, w tym prezydent John F. Kennedy (wraz ze swoją małżonką Jacqueline Kennedy Onassis), a także weterani wojenni oraz członkowie NASA. 








Obowiązkowym punktem zwiedzania Arlington National Cemetery, jest również Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie pochowane są szczątki członków służby wojskowej z I i II Wojny Światowej, oraz z Wojny Koreańskiej. 

 Codziennie zabitym żołnierzom poprzez symboliczną i bardzo uroczystą zmianę warty oddawana jest cześć. Odbywa się ona: co pół godziny od kwietnia do września, oraz co godzinę od października do marca (wliczając w to godziny nocne).




 Z cmentarza rozciąga się niezwykle malownicza panorama centrum Waszyngtonu




 Spacerując dokładnie oznaczonymi uliczkami, zauważyć można, iż porządek i harmonia na terenie cmentarza, są kwestią niezwykle ważną.



Great Falls Park

W ostatni weekend, pierwszy raz mogliśmy ze spokojną głową oddać się zwiedzaniu i podziwianiu pięknych zakątków Waszyngtonu. Jako że, pogoda w DC w dalszym ciągu sprzyja (temperatura wynosi tu średnio 19 stopni Celsjusza) postanowiliśmy udać się do mieszczących się około 6 mil od naszego domu malowniczych wodospadów Great Falls, znajdujących się na ogromnej rzece Potomac (jej długość wynosi aż 665 km!).

Malownicze skały

Płynący z ogromną prędkością i siłą nurt rzeki Potomac, na przestrzeni setek tysięcy lat ukształtował liczne poszarpane i strome skały, które nie kształtują się w jeden konkretny wodospad. Skały te tworzą jednak serie malowniczo spływających kaskad, w których woda płynie z niezwykłą energią.



Historia

Rzeka Potomac w tym miejscu służyła kiedyś za punkt wymiany handlowej amerykańskich Indian i pierwszych kolonistów. Do dziś dzień, jest to miejsce niezwykle popularne, pełne spotkań ludzi z całego świata, którzy licznie przybywają tu, aby na własne oczy przekonać się o zachwycającym uroku tego obszaru. Great Falls to rejon idealny dla miłośników pięknych krajobrazów, jak również dla fascynatów historii czy też geologii.

Rozrywka

Będąc w Great Falls Park nie sposób się nudzić! Podziwiając malownicze widoki, które stworzyła sama Matka Natura, można jednocześnie spędzić miły czas piknikując (są tu liczne stoły oraz grille, dostępne nieodpłatnie dla każdego zainteresowanego), spacerując wyznaczonymi szlakami, łowiąc ryby, oddając się jeździe konnej czy też uprawiając bardziej niebezpieczne sporty, takie jak kajakarstwo górskie czy też rafting.



Ważną informacją dla turystów, jest fakt, iż Great Falls Park czynny jest przez cały rok, z wyjątkiem 25 grudnia. Godziny działania: od 7 rano do zmroku. Wstęp: $3 za osobę, która wejdzie tam pieszo, $5 za jedno auto. Można tam spacerować ze swoimi psami.

Więcej zdjęć:  https://www.facebook.com/lemonstates/photos_albums 

piątek, 19 października 2012

Czworonożny przyjaciel w USA, a wynajem mieszkań

Każdy kto mnie zna, wie, jak reaguję widząc bezpańskie zwierzę na ulicy. Będąc w Polsce niestety dosyć często można natknąć się na niechciane zwierzęta, które muszą sobie same radzić aby przetrwać. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy po paru dniach przebywania w USA zdałam sobie sprawę, iż tak naprawdę nie pamiętam kiedy spotkałam tu jakiekolwiek porzucone zwierzę, w postaci psa czy kota.

Oświecenie!


Przyczyną takiego stanu rzeczy są po prostu opłaty. Szukając mieszkania do wynajęcia, każdy oprowadzający podsuwał nam pod nos aplikacje, które mielibyśmy wypełnić jeżeli zdecydowalibyśmy się zamieszkać na danym osiedlu. Po przestudiowaniu kilku pierwszych, zauważyliśmy podpunkt, który do tej pory był dla nas nieznany.

Opłata za zwierzaka


Wynajmując mieszkanie w USA, musimy być przygotowani na to, iż posiadając własnego psa lub kota, trzeba będzie za niego zapłacić. I to wcale niemało... Początkowo, przy wprowadzeniu się trzeba pokryć jednorazową opłatę, która w różnych miejscach wahała się w granicach od $350 do $500. Niestety, na tym  nie koniec - oprócz tego co miesiąc trzeba płacić za naszego pupila nawet do $50! Sumując wszystkie dodatkowe opłaty, taki wydatek można odczuć na własnym portfelu, nic dziwnego, iż tak niewiele osób decyduje się na posiadanie własnego zwierzaka.

Takie rozwiązanie ma jednak zalety


Każdy kto chce mieć psa lub kota musi być świadomy ile będzie kosztowało jego utrzymanie. Dzięki takiej wiedzy, nie każdy decyduje się na posiadanie własnego pupila, co owocuje tym, iż ciężko spotkać tu porzucone, bezpańskie zwierzę. Ci którzy decydują się za nie płacić, naprawdę je kochają i  nie wyrzucają ich ulicę! Takie dodatkowe opłaty naprawdę są więc sensowne!

Odpowiednia rasa


Interesującym może być również fakt, iż oprócz narzuconych z góry opłat za zwierzaka, na wielu osiedlach istnieją jasne zasady dotyczące konkretnej - i dopuszalnej bądź nie - rasy. Oczywiście na ogół restrykcje te dotyczą psów, szczególnie takich które mogą być uważane za niebezpieczne, niemniej chcąc kupić zwierzaka w USA, trzeba się zastanowić czy nas na to stać oraz czy jesteśmy świadomi jaka odpowiedzialność na nas ciąży.

Żeby nie być gołosłowną, zamieszczam fragmenty kilku zebramych przez nas aplikacji:



czwartek, 18 października 2012

Poszukiwanie idealnego mieszkania w DC

Czyli jak nie żyć w komunie z karaluchami i myszami?


Waszyngton jest miastem niezwykle malowniczym, które zachwyca ogromem zielonych terenów. Jest to jednak również stolica jednego z największych światowych mocarstw, więc przed przyjazdem tu wydawało się Nam, iż znalezienie przytulnego i relatywnie niedrogiego mieszkania nie będzie takie trudne. W końcu, oprócz rejonów pełnych zieleni i dzikich zwierząt, jest to również miasto, które nieustannie się rozwija i rozbudowuje. Niestety, wbrew naszym oczekiwaniom, rzeczywistość okazała się zdecydowanie brutalniejsza.

Ceny


Wynajmując mieszkanie to właśnie cena była podczas naszych poszukiwań jedną z pierwszych kwestii na jaką zwracaliśmy uwagę. Oczywiście braliśmy pod uwagę lokalizację oraz całe otoczenie, niemniej cena była wyznacznikiem którego musieliśmy się trzymać. Niestety, z każdym dniem naszych poszukiwań, cena miesięcznego wynajmu mieszkania nazywanego tu potocznie 'one bedroom' (choć tak naprawdę jest to mieszkanie z jednym salonem oraz sypialnią) nieustannie wzrastała.

Dlaczego tak się działo?


Głównym powodem takiego stanu rzeczy, był fakt, iż mieszkania poniżej  $1400 tak naprawdę w niewielkim stopniu przypominały przytulne mieszkania o jakich marzyliśmy. Oczywiście na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, iż wszystko jest z nimi w jak najlepszym porządku. Leasing managers, którzy Nas po nich oprowadzali, opisywali je w samych superlatywach, wskazując jak cudowny będziemy mieli widok za oknem, jak wspaniałe słoneczne pokoje, czy przyjemne sąsiedztwo. Z każdym kolejnym mieszkaniem odkrywaliśmy jednak coraz to nowe, bardziej zaskakujące - i czasem przerażające - powody dla których czasem warto zapłacić trochę więcej, aby potem cieszyć się dobrymi warunkami i komfortowym mieszkaniem.

Karaluch w zlewie - czyli do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni


Polska ma swoje wady, ma jednak ogromną zaletę o której często nie pomyślimy, dopóki nie wyjedziemy do innego kraju i nie przekonamy się jak bardzo uciążliwe to może być... Otóż w naszym kraju, rzadko kiedy można spotkać różnego rodzaju prusaki czy karaluchy- my bynajmniej nie mieliśmy z nimi  (na całe szczęście!) do czynienia. Oglądając jednak niektóre budynki w DC, musieliśmy przygotować się na to, iż ten nieproszony i niezbyt apetyczny owad prędzej czy później się pojawi... Na moje nieszczęście, dojrzałam takiego osobnika w zlewie jednego z oglądanych mieszkań i tylko ze względu na chęć zachowania pozorów nie wybiegłam stamtąd z krzykiem. Równie niemiłą niespodzianką było spotkanie myszy, która przebiegła w niedalekiej odległości od naszych stóp...

Oczywiście nie można zakładać, iż w każdym starszym budynku w DC znajdują się myszy czy karaluchy, niemniej szukając mieszkania w wieżowcach lub tego typu podobnych dużych skupiskach ludzi, powinniśmy się na to przygotować.

Nasze poszukiwania zakończyły się sukcesem, jednak planując wynajem mieszkania w USA trzeba uzbroić się w dużą cierpliwość.

Zmierz się z tym czego nie znasz

Czyli jak uniknąć szoku kulturowego?


Nie ma co się okłamywać - przyjeżdzając do USA, przygotowania do podróży warto rozpocząć od przygotowania mentalnego. Jeżeli nie mamy czasu lub ochoty na czytanie różnego rodzaju książek podróżniczych warto nastawić się na to, iż to co nas tu czeka z całą pewnością odbiega od wizji jaką mamy wykreowaną we własnej głowie.


Sportowy duch


Wiele osób myśląc o Amerykanach wyobraża sobie bardzo otyłe osoby, u których nadwyżka kilkudziesięciu kilogramów ma wpływ nie tylko na ich wygląd, ale również na poziom intelektualny. Oczywiście nie możemy odpowiadać za ogół Amerykanów, niemniej będąc nawet tak krótki czas w DC, z zaciekawieniem obserwujemy i przekonujemy się, iż zdecydowana większość osób jakie codziennie spotykamy, nie tylko może pochwalić się normalnymi - jeżeli nie szczupłymi - sylwetkami, to również znakomitą kondycją. Spacerując ulicami, wszędzie (naprawdę wszędzie!) spotkać można osoby, które oddają się chyba najpopularniejszemu tu sportowi - bieganiu. Biegają młodzi i starsi, kobiety i mężczyźni, a  liczba osób, które uprawiają jogging, jest z całą pewnością dużo większa, aniżeli w naszym kraju! Oczywiście można również natknąć się na osoby bardzo otyłe, są to jednak pojedyńcze przypadki, które przynajmniej w rejonie gdzie my mieszkamy są rzadkością.


Pomysłowość


Zaraz po przybyciu do USA wielokrotnie zdarzało się Nam przecierać oczy ze zdumienia, obserwując różnego rodzaju rozwiązania z jakich korzystają w swoim codziennym życiu Amerykanie. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, iż jest to naród gnuśny, czy nawet bezmyślny, jednak my, optymistycznie nastawieni staraliśmy się dojrzeć we wszystkich "dziwnych rozwiązaniach" pozytywy! Teraz - chcąc czy nie - naprawdę je doceniamy! Amerykanie to naród nie tyle leniwy, co bardzo kreatywny, starający się ułatwić sobie każdą możliwą czynność!


(więcej o interesujących rozwiązaniach w następnych postach:)


Nastawienie


Dla typowego Amerykanina szklanka jest "zawsze do połowy pełna". Jest to niezwykle miła odmiana po pesymistycznym nastawieniu większości Polaków... Gdy napotykają na swojej drodze jakiś problem, Amerykanie traktują go po prostu jak nowe wyzwanie, któremu muszą sprostać. Ich nastawienie nie jest tylko czczym przechwalaniem się - widać to bowiem podczas codziennego obcowania z Nimi. Każdy jest uśmiechnięty i chętny do pomocy, służy dobrą radą oraz miłym słowem. Rozmawiając z napotykanymi do tej pory Amerykanami, nie mogliśmy wyjść z podziwu jak dużo ciepła i sympatii z Nich emanuje. Dzięki temu, nawet załatwiając czasochłonną urzędową sprawę, nie jest to takie nieprzyjemne i co najważniejsze - takie nastawienie udziela się również Nam:)!



Zainteresowanym polecamy niezwykle pasjonującą lekturę Wałkowanie Ameryki Marka Wałkuskiego! 

First week in the U.S

So far, so good



Nasza przygoda ze Stanami dopiero się zaczyna, a to ile potrwa nie jest jeszcze pewne. Niemniej, od dawna planowałam dzielić się z Wami naszymi przeżyciami, fotografiami oraz spostrzeżeniami z kraju zwanego przez wielu - "land of opportunities":). Zgodnie z ambitnymi planami, gdy tylko będę mieć chwilę lub gdy tylko wydarzy się coś o czym warto wspomnieć, będę Was o tym na bieżąco informować.

Serdecznie zapraszam do lektury mojego pierwszego bloga oraz do proponowania tematów o jakich chcielibyście żebym napisała.



Sandra