czwartek, 29 listopada 2012

Beautiful Carolina (part I)

Z okazji Święta Dziękczynienia, Piotr miał dodatkowe dwa dni wolnego w pracy, dlatego zdecydowaliśmy się wykorzystać ten wolny czas na dłuższą wycieczkę. Razem z nami w podróż udali się Kasia i Konrad, a wybór padł na Południową Karolinę, którą z tego co słyszeliśmy - naprawdę warto odwiedzić.

W czwartek, po bardzo smacznym Thanksgiving dinner (Konrad dziękujemy za zaproszenie:) wyruszyliśmy w drogę - czekała nas długa trasa, którą planowaliśmy pokonać w ciągu 7-8 godzin. Na samym wstępie muszę zaznaczyć, iż podróżowanie autem po USA, w znacznym stopniu różni się od jazdy w Polsce. Szerokie, wielopasmowe drogi, z pięknymi, gładkimi powierzchniami sprawiają, że pokonanie nawet ogromnej odległości jest bardzo sprawne i bezproblemowe. Większą część naszej podróży pokonaliśmy jeżdżąc nowoczesnymi autostradami, które być może są nieciekawe - jeżeli interesuje nas zróżnicowany widok za oknem - niemniej są bardzo wygodnym sposobem na efektywne przemieszczanie się autem.

Pierwszym miejscem do którego się kierowaliśmy, była miejscowość Myrtle Beach, gdzie planowaliśmy zostać na noc. Konrad zarezerwował nam nocleg w świetnym hotelu, którego położenie nie mogło być lepsze - mieścił się on nad samym oceanem, dlatego tez widok jaki mieliśmy za oknem był niesamowicie piękny! Na drugi dzień, po typowym amerykańskim śniadaniu (na które składały się m. in: owsianka, kiełbaski, omlet, bekon, sandwiche, jajka sadzone, ciepłe bajgle itp. - oczywiście nikt nie jadł wszystkiego sam;) - są to jednak dania, które łącznie zamówiła nasza czwórka) udaliśmy się na zwiedzanie tej niewielkiej, jednak malowniczej miejscowości. Myrtle Beach uznawana jest w USA, za jeden z czołowych kurortów na Wschodnim Wybrzeżu. My odwiedzaliśmy ją w listopadzie, dlatego nie musieliśmy walczyć o wolne pokoje, czy też miejsce w restauracji, niemniej ludzi wcale nie było mało - z tego powodu woleliśmy nie myśleć co dzieję się tam w samym środku lata... Główną atrakcją Myrtle Beach są oczywiście piękne, piaszczyste plaże, niemniej każdy znajdzie tam coś dla siebie - jest tam wiele atrakcji dla dzieci, różnorakich sklepów z pamiątkami, restauracji i barów, licznych pól golfowych, salonów gier itp. Teraz plaże nie były tak zapełnione jak latem, dlatego jeżeli ktoś pragnie rozkoszować się pięknymi widokami, bez nieustającego zgiełku związanego z innymi turystami, lepiej aby zdecydował się odwiedzić to miejsce poza sezonem.















Smakowite owocowe smoothies 

Poza sezonem, ruch na promenadzie przy plaży też jest całkiem duży


Świąteczny akcent :)



Pomimo tego, iż było bardzo słonecznie, temperatura nie była zbyt wysoka - szczególnie, gdy spacerowaliśmy blisko wody - dlatego po paru godzinach zwiedzania Myrtle Beach, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w dalszą podróż. Po krótkiej kilkudziesięciominutowej przejażdżce, dotarliśmy do malowniczego zakątka - Pawley's Island. Wjeżdżając tam przez niepozorny most, poczuliśmy się jak w innym świecie - tak różnym od Myrtle Beach. Pawley's Island z całą pewnością jest idealnym miejscem dla amatorów spokoju. Jest to jeden z najstarszych obszarów na Wschodnim Wybrzeżu USA, co zresztą można  odczuć oglądając malownicze uliczki wyspy. Jest ona bardzo niewielka -  zgodnie ze spisem ludności z 2000 roku, wyspę zamieszkiwało tylko blisko 140 osób. Z całą pewnością, na dzień dzisiejszy stan ten jest podobny. 

Ciekawostką związaną z tym urzekającym miejscem, jest lokalna legenda, która opowiada o tym, iż na wyspie cały czas mieszka duch - Gray Man, który był prawowitym właścicielem jednej z lokalnych rezydencji. Duch ten należy jednak do przyjaznych  istot rzekomo ostrzega on bowiem mieszkańców wyspy przed nadchodzącymi huraganami...



Wjazd przez most na Pawley's Island

Skromny ratusz oraz siedziba policji na wyspie

Malownicza i kameralna plaża



Po zwiedzeniu wyspy Pawley's kierowaliśmy się ku Savannah, w stanie Georgia. Miasto to ma bardzo bogatą historię, było ono bowiem niezwykle ważnym, strategicznym miejscem podczas Rewolucji Amerykańskiej i Wojny Secesyjnej. Do dziś, jest istotnym centrum przemysłowym oraz  ważnym portem. Zwiedzając Savannah, turyści mogą podziwiać piękne, architektoniczne perełki w postaci ogromnych rezydencji i historycznych zabudowań, a także spacerować nad brzegiem Savannah River, która wpływa do Atlantyku. Spacerując portowymi uliczkami, zaskoczyły nas stylowe, dotknięte czasem ogromne kamienice, w których mieszczą się różnego rodzaju lokale, takie jak kawiarnie i restauracje, oraz cukiernie - gdzie jadłam jedne z najlepszych ciastek w swoim życiu!

W centrum Savannah mieszczą się 22 mini parki, które są doskonałymi miejscami na krótki odpoczynek, czy też relaks w otoczeniu pięknej zieleni. To miła odskocznia od ciągłych zabudowań, a jednocześnie doskonałe zwieńczenie stylowych, drewnianych budynków, które otaczają te skwery.


Ciekawostką jest, iż w jednym z mini parków w Savannah, znaleźć można pamiątkowy pomnik generała Kazimierza Pułaskiego, Polaka, który walczył o wolność zarówno dla narodu polskiego jak i amerykańskiego. Pułaski bronił niepodległości Charlstone (miasta, które również odwiedziliśmy podczas tej wycieczki), jednak zginął on w bitwie pod Savannah, dlatego miasto upamiętniło jego postać, poprzez postawienie pomnika i tablicy upamiętniających jego życie. 








Oryginalne rezydencje:










Kościół


Kolejny kościół

Pomnik Kazimierza Pułaskiego



Pan, którego gołębie wprost uwielbiały:)


Uliczny artysta

Lokalne kino


Model!


...

W Savannah mieści się zabytkowy, niezwykle piękny cmentarz Bonaventure, który można nieodpłatnie zwiedzić codziennie od godziny 8 do 17. Można zobaczyć tu unikalne nagrobki, postawione już w XVIII wieku! Sam cmentarz Bonaventure został wykorzystany jako sceneria do nakręcenia filmu w reżyserii Clinta Eastwooda Północ w ogrodzie dobra i zła,  gdzie główne role zagrali Kevin Spacey oraz John Cusack.



Bonaventure Cemetery






Port






Czekoladowe cudeńka!



Coś dla Fanów Forrest Gumpa!

To właśnie w Savannah, nakręcono jedną z najbardziej charakterystycznych scen z całego filmu - scenę Forresta i jego czekoladek! Niestety dziś słynna ławka, na której wówczas siedział mieści się w lokalnym muzeum, niemniej miejsce to jest praktycznie takie samo jak w filmie!:)








Forrest Gump: My momma always said, "Life was like a box of chocolates. You never know what you're gonna get."

Tybee Island


Po długim spacerze ulicami Savannah, udaliśmy się do położonej niedaleko Tybee Island, która przywitała nas pięknymi widokami, wspaniałym molo, oraz pięknym zachodem słońca! Pomimo tego, iż temperatura wcale nie była zbyt wysoka, dzielnie podziwialiśmy krajobrazy, napawając się wspaniałą aurą tego miejsca. Dodatkowym atutem Tybee Island, był dla nas fakt, iż po raz pierwszy w życiu mogliśmy zobaczyć na żywo delfiny mieszkające wolno w oceanie. Co chwila wypływały one nad fale, majestatycznie ukazując nam swój grzbiet. Z całą pewnością była to dla nas duża atrakcja, szczególnie, iż przez chwilę zastanawialiśmy się czy to aby nie rekiny;)

Po zachodzie słońca spacerowaliśmy chwilę promenadą, aby na koniec udać się na smaczną kolację do lokalnej knajpki, która specjalizowała się w owocach morza - ja jako jedyna starałam się znaleźć w menu danie, które nie zawiera w sobie krewetek, ostryg czy krabów;)




Walka o rybkę




Świąteczny akcent

Plażowa choinka

Dekoracje były iście morskie:)



Wejście na molo
                                                             


Jest i delfin!
                                                       

Jedno z lepszych zdjęć Piotra. Love it!




Przyjemne dla oka uliczki Tybee Island

Podobno były bardzo smaczne:)

    Paluszki rybne - w tej knajpie to dla nich biała, świeża ryba w panierce, a nie mielona papka, jaką znamy z Polski

Krabowy sandwich

Tu komentarz jest chyba zbędny:)