poniedziałek, 4 lutego 2013

Co i za ile... Ciąg dalszy

Przed kilkoma tygodniami, na blogu pojawił się wpis dotyczący cen głównie produktów żywnościowych choć nie tylko (więcej tutaj). W poniższym wpisie, chciałabym napisać parę słów o innych wydatkach, które na co dzień musimy ponosić. 


Mieszkanie



Otóż jednym z największych wydatków jest oczywiście czynsz za mieszkanie (o tym jak ciężko była znaleźć to wymarzone pisałam tutaj). Przed przyjazdem do USA planowaliśmy wydawać na nasze opłaty za mieszkanie około $1000. Niestety, nasze plany a realne życie bardzo się w tym miejscu rozbiegły:)
Otóż, sam czynsz za studio w naszym budynku wynosi prawie $1600. Jest to nowy, bardzo ładny budynek w dobrej dzielnicy, dlatego chociaż wiemy za co płacimy. Niestety jednak na tym opłaty się nie kończą. Dochodzą oczywiście wszelkie wydatki związane z mediami. I tu spotkała nas przykra niespodzianka. 

Mieszkając w Polsce raczej nie zastanawialiśmy się nad tym, ile zapłacimy za wodę, prąd czy Internet. Mieszkając w Stanach, jest to jednak kwestia dosyć istotna. I tak, za wodę miesięcznie płacimy około $30, za prąd ponad $90 ( taki duży rachunek jest przez pierwsze trzy msc., bowiem wliczana jest w to kaucja. Następne rachunki będą o $30 niższe. Niestety latem korzystać będziemy z klimatyzacji, która pobiera jeszcze więcej prądu niż obecnie ogrzewanie, więc wolę nie myśleć jakie rachunki będziemy otrzymywać), a za Internet i TV w pakiecie, aż $100... Nie wiem jak jest w całych Stanach, jednak w DC jest monopol na tego typu usługi i tak naprawdę mogliśmy wybierać tylko pomiędzy dwoma usługodawcami jakimi są: "Verizon" oraz "Comcast". Firmy te są świadome, że i tak będą miały klientów, dlatego też ceny windują baaardzo wysoko... My zdecydowaliśmy się na najtańszy pakiet - który obejmuje szybki internet i sporo kanałów, na których i tak przeważnie nie ma nic ciekawego. Koszt założenia samego Internetu był niewiele tańszy, dlatego zdecydowaliśmy się na takie combo, skoro i tak płacimy za to majątek. 


Opłaty dodatkowe związane z czynszem 



Nie płacimy tu za wywóz śmieci itp. niemniej musimy miesięcznie dopłacać $50 (!) za miejsce na parkingu podziemnym. Miejsca nie są numerowane (taka przyjemność kosztuje dodatkowe $25), jednak nasz budynek jest nowy, jest w nim około 30 procentowe zapełnienie mieszkań, więc z parkowaniem nie ma problemu - doceniliśmy jednak uroki posiadania takiego garażu! Oprócz tego, płacimy $140 na rok, za ubezpieczenie mieszkania w razie różnego rodzaju wypadków, takich jak pożar, czy zalanie mieszkania przez spryskiwacze.

Tak więc podsumowując same opłaty za mieszkanie - miesięcznie koszt mieszkania w Arlington (lepiej nie kalkulować jakie są ceny w samym centrum DC) kosztuje nas około $1800. A to tylko samo mieszkanie. 


Ciekawostka



Gdy już jesteśmy w tematyce własnego lokum, warto wspomnieć o tym, jak Amerykanie nazywają poszczególne układy mieszkań. Otóż my wynajęliśmy studio, co w wolnym tłumaczeniu na język polski jest po prostu kawalerką. Nasze studio jest jednak nieco inne, mamy tak naprawdę dwa pokoje, z czego sypialnia ma ogromne wejście bez drzwi - dlatego taka nazwa. Sam metraż - ponad 60m2 odbiega od mojego polskiego wyobrażenia o kawalerce. Na mieszkanie większe niż studio, mówi się 'one-bedroom'. Początkowo to nas właśnie zmyliło, bowiem wyobrażaliśmy sobie, że to jest kawalerka. Jednak nie - 1B jest mieszkaniem z jedną sypialnią i jednym salonem. Potem wszystko prawidłowo wzrasta, czyli jest 2B - two bedroom (dwie sypialnie i salon), itd. 


Przy takich cenach za wynajmem mieszkań, wcale nie dziwię się, że bohaterowie jednego z moich ulubionych seriali - "Friends" tak długo mieszkali wspólnie:) Do dziś wynajem mieszkania wraz z współlokatorem, bądź wieloletnie mieszkanie z rodzicami jest tu popularne. W ramach ciekawostki wspomnę, iż nasz znajomy mieszkający na Manhattanie płaci za swoje niewielkie 'one- bedroom' ponad $3000.


 Nasz budynek:





Dbanie o zdrowie



Przed przyjazdem do USA słyszałam z wielu źródeł o niebotycznych cenach za usługi zdrowotne. Jak duże są to koszty, zrozumieliśmy jednak dopiero wtedy, gdy Piotr musiał skorzystać z pomocy dentysty... Zanim napiszę ile zapłacił i za co, muszę wspomnieć, iż posiadamy tu dwa ubezpieczenia zdrowotne - jedno, za które płacimy $100 miesięcznie (za naszą dwójkę). Drugie, dentystyczne wynosi miesięcznie $25 na głowę. Dzięki niemu, udając się do dentysty płacimy za daną usługę 20%, resztę - 80% pokrywa amerykański pracodawca Piotra. Niestety, nawet pomimo takiej ulgi, ceny są tu kosmiczne. 


Dentysta



Nie tak dawno Piotr musiał udać się do stomatologa, aby zrobić najzwyczajniejsze wypełnienie w zębie. U nas w Polsce, taki zabieg kosztował nas nie więcej niż 100zł w prywatnym gabinecie. To ile zapłaciliśmy tu, sprawiło, że opadła nam szczęka. Za zwykłą białą plombę Piotr musiał zapłacić $165. Na rachunku widniała jednak całkowita kwota - prawie $850, którą musielibyśmy pokryć gdyby nie ubezpieczenie. Szczerze mówiąc nie wiem jak przeciętnego Amerykanina stać tu na regularne dbanie o zęby, nie chcę myśleć ile trzeba wydawać, gdy ma się duże problemy i trzeba często odwiedzać dentystę...


Ile kosztuje posiadanie auta



O cenach za benzynę wspominałam we wcześniejszym poście (więcej: tutaj). Niestety, pomimo tego, że stos opłat jest już i tak duży, nie można zapominać o ubezpieczeniu za auto. Długo szukaliśmy najbardziej opłacalnej oferty i obecnie, łącznie za AC oraz OC naszego auta płacimy $110 miesięcznie. Nie jest to jednak koniec! Oprócz tego musimy płacić $33 na rok, za tak zwane: DECAL FEE, czyli należność, która jest niczym innym jak zwykłą opłatą, za to, iż korzystamy z dróg w Arlington... Każdy właściciel musi to opłacić i nakleić odpowiednią naklejkę na szybie. Dodatkowo nie można zapomnieć o niewielkim, ale obowiązkowym Personal Property Tax, który wynosi $10 miesięcznie, a pieniądze z niego idą na dofinansowanie wszelkich służb porządkowych  takich jak policja czy straż pożarna, na naprawę dróg (które są i tak znakomitej jakości:) oraz na różne szkoły. Aha, przy kupnie auta musieliśmy zapłacić podatek - całe szczęście jednorazowy - w wysokości ok. $300.



Podsumowując, życie w USA nie jest tanie. Wręcz przeciwnie. Zdaję sobie sprawę, iż mieszkamy w jednej z najważniejszych, a co za tym idzie - najdroższych stolic świata, dlatego czy tego chcemy czy nie - opłaty są tu dużo wyższe aniżeli w mniejszych miastach w Stanach. Tak czy owak, mam jednak nadzieję, iż choć trochę udowodniłam, iż wbrew temu co wydaje się wielu osobom, życie w USA nie jest takie łatwe...